Itka
 Żeglarze to bardzo dziwni
 ludzie

 

Itka

Żeglarze to bardzo dziwni ludzie ...

          Żeglarze to bardzo dziwni ludzie! Z własnej nieprzymuszonej woli decydują się pływać po morzach i oceanach. Podczas swojego urlopu, zamiast cieszyć się wolnością, zamieszkują na małych żaglówkach o ograniczonej powierzchni. Śpią w małych, ciasnych i wąskich łóżkach zwanych przez nich kojami. Lubią jak jest im zimno i mokro! Ba! Lubią jak z każdej strony otacza ich woda! Mokną! Chodzą niewyspani! Męczą się okropnie, ale chyba są szczęśliwi. Gdyby tego nie lubili to by nie byli prawdziwymi żeglarzami! A co jeszcze lubią żeglarze?
   
Żeglarze na pewno uwielbiają wiatr. Szczególnie jak mocno wieje. Najlepiej 7 w skali Beauforta. Szczur lądowy przy takim wietrze z pewnością uznałby, że piździ i nie wychodziłby z domu. Bałby się, że może zachorować, lub co gorsza uszy przewiać. Za to żeglarz w takich momentach śpiewa ze szczęścia, wiej wietrze wiej!

          Każdy normalny człowiek, nazwijmy go ziemianinem, gdy chce dostać się do celu, zawsze wybiera najkrótszą drogę! Za to żeglarz często pływa naokoło! Robi jakieś dziwne zygzaki! Żegluje robiąc, co chwilę zwroty, a potem mądrze nazywa tą sekwencje zwrotów halsowaniem. A przecież on po prostu płynie naokoło, zygzakiem! A zazwyczaj jednak ma do dyspozycji silnik! Mógłby go uruchomić i płynąć prosto do celu! Ale żeglarze twierdzą, że kataryny, czyli silniki są dla słabeuszy! A ziemianinie uwielbiają silniki!

        Wodniacy uwielbiają wszystko komplikować! Wystarczy ich posłuchać. Używają swojego szczególnego nazewnictwa, które znane jest tylko im. Szyfrują wszystko by ziemianie ich nie zrozumieli. Dla przykładu żeglarze nie korzystają z toalety tylko z kingstona! Nie śpią w łóżkach tylko w kojach, gotują w kambuzie, nie dzielą się na grupy tylko na wachty, nie podają odległości w km tylko w milach. Krawat według żeglarzy jest to kawałek linki. Co bardzo ważne ten kawałek linki nigdy nie może zostać na łodzi nazwany sznurkiem! Żadna z lin na żaglówce nie jest sznurkiem! Jak nie wierzycie, spytajcie kiedyś żeglarza by podał ci sznurek. Uwaga, reakcja z pewnością będzie gwałtowana! Ostrzegam!

         Jeśli rozbrzmiewa jakaś melodia na rejsie to z pewnością jest to szanta. Na jachcie bardzo rzadko można usłyszeć inny rodzaj muzyki! Wyjątkiem są urodziny kogoś z załogi, wtedy w repertuarze żeglarzy z pewnością zagości również sto lat! Po czym wszyscy zgodnym tonem zanucą szantę. Podobno żeglarze jak nie są na rejsie to czasem słuchają innej muzyki, ale czy to prawda? Tego nie wie nikt. Wiadomo, że ziemianinie też czasem śpiewają szanty, hiszpańskie dziewczyny czy też gdzie ta keja nie są im obce! Jednak jak się zapyta ziemianina o najbardziej znaną szantę na świecie to z pewnością od razu z radością odpowie, że jest to piosenka z Titanica „My Heart Will Go On” Celine Dion.

         Moda na żaglówce jest też ustalona! W każdym sezonie modny jest sztormiak, kalosze i czapka! To się nie zmienia od wielu lat! Sztormiak najlepiej czerwony! Spodnie na szelkach! I koniecznie odblaskowy kaptur, po co? By byli widoczni! Podobno sprawia to, że są bezpieczniejsi! Czapka i rękawiczki są obowiązkowe na zimnych morzach nawet w środek lata! Kalosze też noszą prawie zawsze! W portach można spotkać żeglarzy, którzy suszą kalosze, co dla ziemian jest bardzo dziwne! Podobno żeglarzom nalewa się woda do kaloszy od góry! Dlatego w sklepach z obuwiem zawsze próbują wybrać kalosze, które są najwyżej zabudowane!

         Gdy żeglarze dopływają do portu, do nowego miejsca na początku wyszukują łazienkę, prysznice oraz koniecznie tawernę. Gdy już odnajdą i wszystkie pierwszorzędowe potrzeby zostaną zaspokojone, żeglarze decydują się na krótki spacer po okolicy. Niezbyt długi, by nie oddalać się zbytnio od tawerny i łodzi. Gdy podczas tego spaceru uda im się odkryć jakieś cudo architektury, czy też natury, podziwiają, robią zdjęcia i wracają pośpiesznie do tawerny bądź też do portu. Tam podobno są najbardziej szczęśliwi!

         Kolejną rzeczą bardzo niebezpieczną oraz zaskakującą jest to, że żeglarze są posądzani o masochizm! Szczególnie ci, którzy decydują się pływać po morzu mimo wiedzy, że podczas rejsu będą przechodzić chorobę morską. Kto mi wytłumaczy, jaka jest przyjemność w wymiotowaniu przez kilka pierwszych dni rejsu? Uczucie mdłości, okropne ściskanie w brzuchu i natarczywe wymioty towarzyszą im przez kilka dni! I to podczas urlopu, czyli wg ziemian czasu, który powinien być najszczęśliwszym okresem w ciągu roku! Żaden szczur lądowy tego nie zrozumie.

     Co jest równie dziwne w żeglarzach to to, że dobrowolnie ograniczają swoja przestrzeń życiową. Zamieszkują bardzo małą powierzchnię. Przypominam, że robią to z własnej woli! Należy zauważyć, że więźniowie mają więcej m2 na jednego mieszkańca niż żeglarze. Idąc dalej tym tokiem myślenia więźniowi przysługuje prawo do spaceru, a żeglarz czasem jest skazany by kilka dób spędził na morzu bez dobijania do portu, a jedyną możliwością wtedy pozostaje tylko spacer na dziób i z powrotem! Są też tacy szaleńcy, którzy decydują się na opłyniecie w takich warunkach samotnie całego świata. Spędzają długie lata samotnie na łodzi, zamknięci, z ograniczoną wolnością. Co więcej tacy żeglarze są bardzo podziwiani przez innych może, więc oni inaczej rozumieją wolność? Bo gdyby uwielbiali ograniczenia wolności to w więzieniach nie siedzieliby przestępcy tylko żeglarze. Cos w tym musi być. Może tak naprawdę żeglarze na wodzie jednak czują się wolni! Wolni od lądowego świata.

         Jeżeli chcesz sprawdzić czy znasz prawdziwego żeglarza daj mu do ręki sznurek, zwany linką. Ziemianin spyta, dlaczego dajesz mu sznurek, zaś żeglarz od razu zabierze się za wiązanie węzłów. I z pewnością nie zawiąże żadnego babskiego węzła.

         Po czym jeszcze można poznać żeglarza? Po opaleniźnie. Jeżeli jest to żeglarz, który pływa po zimnych morzach, takich jak Bałtyk i północne to po powrocie z urlopu w pracy będzie mógł pochwalić się tylko piękną opalenizną na nosie, ewentualnie całej twarzy. Jeśli mamy doczynienia z żeglarzem śródlądowym lub też pływającym po morzach ciepłych to Ci będą mogli się pochwalić piękną opalenizną większej części ciała.

         Żeglarze twierdzą, że mają szczególne zdolności interpersonalne. Mówią, że są w stanie bardzo dobrze poznać współtowarzyszy rejsów. Co więcej do pełnego poznania wystarcza im tylko tydzień bądź dwa. Tłumaczą to trudnymi warunkami na łódce, że człowieka tak naprawdę można poznać tylko w ciężkich sytuacjach bardziej niż w życiu codziennym, których podczas żeglowania nie brakuje, z czym należy się zgodzić.

         Teraz chciałabym postawić bardzo śmiałe przypuszczenie! Żeglarze są bigamistami! Ten zarzut postawiłam nie tylko w związku z tym, że chcieliby mieć w każdym porcie inną kobietę(bądź mężczyznę), czy też dlatego, że w szantach opisywane są romanse w każdym porcie. Moje przypuszczenia maja głębsze podstawy. Żeglarz zapytany o miłość w swoim życiu najprawdopodobniej oprócz miłości do żony, męża opowie o swojej miłości do morza, do wody. Czasem będzie mu się trudno zdecydować, co jest ważniejsze. Każdy żeglarz otwarcie opowiada jak to zakochał się w żeglowaniu. Co więcej widziałam kilku żeglarzy, którzy na koszulkach manifestowali swoją bezgraniczną miłość do morza. Napis na koszulce brzmiał „żeglarstwo jest lepsze niż seks”. A czy to nie przesada?

         Czego nie lubią? Żeglarze mają bardzo duży problem wtedy, gdy jest flauta. Czyli jak nie wieje wiatr. Uważają, że jak jest flauta to można się zamulić tak jak zamulają się powoli piękne mazurskie jeziora.

         Jak dostaniesz kiedyś kartkę pocztową, czy też list, na którym nie będzie naklejonego znaczka to jest duże prawdopodobieństwo, że nadawcą był żeglarz. Nie oznacza to jednak, że wilki morskie zapominają nakleić znaczka. Nie należy też oskarżać ich o bycie skąpymi. Oni jedynie korzystają z nadanych im bardzo dawno praw przesyłania listów z jachtu bez znaczków. Trzeba jedynie opatrzyć przesyłkę pieczątką POSTED ON THE HIGH SEAS, oraz wpisać datę i nazwę jachtu. Tak nadana kartka pocztowa z pewnością dojdzie do adresata, czy zatem żeglarze mają na poczcie, zatem jakieś specjalne układy?

         Żeglarze mają czasem bardzo trudne okresy w swoim życiu. Przede wszystkim jest to okres aklimatyzacji na ladzie po powrocie z rejsów. By powrócić do normalnego życia na lądzie potrzebują kilka tygodni. Podczas klimatyzacji do ziemskich warunków czają się zagubieni, są zamyśleni i trudno im się skupić na codziennych czynnościach. Jak już zaaklimatyzują się w końcu do życia w mieście zaczynają marzyć o kolejnej wyprawie na morze. Koncentrują się na pracy, rodzinie, planowaniu kolejnych rejsów. Zbierają pieniądze na następne wyprawy. Powtarzają sobie w myślach, że muszą przetrwać na lądzie do następnego urlopu. W przetrwaniu pomagają im marzenia o kolejnych wyprawach i wspomnienia z odbytych rejsów. Oglądają zdjęcia z wypraw, opowiadają ziemianom opowieści z morza. Gdy jest im smutno i chcą poczuć, choć na chwile klimat morski, wybierają się do tawerny, śpiewają szanty, oraz piją wznosząc toast „za tych, co na morzu”!

         Co jest najdziwniejsze, żeglarze za wątpliwą przyjemność płynięcia w małej, ciasnej żaglówce płacą dość słono. Znam ziemian, którzy twierdzą, że nawet gdyby im dopłacono to by raczej nie popłynęli w rejs na morze. A żeglarze płacą, i to dużo! Odnośnie kosztów to można też ustalić, że im większe zasolenie wody, po której płyną żeglarze tym bardziej słono muszą płacić. Rejsy na wodach śródlądowych są najtańsze, zasolenie jest tam nie występuje, rejsy po morzach są droższe. Droższy będzie tez rejs po oceanie niż po Bałtyku. Można wywnioskować, że zasolenie wody, po której się żegluje jest wprost proporcjonalne do opłaty za dany rejs.

         Na koniec chciałabym wam wyznać skąd wzięły się powyższe obserwacje odnośnie żeglarzy. Dlaczego opisuję tę grupę osób? Czy rzeczywiście się na tym znam? Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką poznałam kilku żeglarzy. Zaintrygowali mnie swoją pasją. Opowiadali jak się pływa po morzach i jak to jest jak człowiek zakochuje się w żeglarstwie. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, o co chodzi w żeglowaniu. Przysłuchiwałam się tylko ich wspaniałym morskim opowieściom. I myślałam jak to by było gdybym to ja spróbowała popłynąć na rejs morski. Czy potrafiłabym przetrwać w morskich warunkach? Do tej pory pływałam tylko po Mazurach i obce były mi morskie klimaty. Oni jednak z taką pasją opowiadali o wielkiej wodzie, że postanowiłam spróbować! Rok później pierwszy raz popłynęłam na morze, wspaniałym żaglowcem - Zawiszą Czarnym. Przeżyłam tam wspaniałą przygodę. Zakochałam się w tym sposobie spędzania czasu. Pokochałam wiatr, piękne stare żaglowce, fale, sztormy i oczywiście od tej pory często nuciłam szanty. Poznałam jak to jest, gdy ma się chorobę morską, ale mimo to nie zrezygnowałam z mojej nowej pasji, jaką stało się żeglarstwo. Do tej pory w każde wakacje staram się zorganizować tak by mieć czas na rejs. Ciekawa jestem, czy podczas czytania powyższych rozmyślań nad żeglarstwem domyśliliście się, że jestem żeglarką?