Patryk Sielski
 Uwiecznić wietrznosc
 

Patryk Sielski

Uwiecznić wietrzność

    Wietrzności uwiecznić się nie da. A nawet gdyby się dało - nie wolno! Nie wolno, bo będziemy wtedy mogli odpowiedzieć na zasadnicze pytanie rodziny i znajomych: "A tak w ogóle to, po co wy tam płyniecie?". I wytłumaczymy im szybko i prosto po co, oni zrozumieją i tym samym odbierzemy żeglarstwu jego najpiękniejszą część, czyli.... no właśnie, co?

Dlaczego w czasach bezpiecznych, szybkich, tanich i wygodnych połączeń promowych, lotniczych i lądowych pakujemy się w ciasne łupinki, żeby przemieścić się w najwolniejszy znany sposób? I wcale nie w najtańszy! Czemu śpimy w niewygodnych kojach spadając z nich, czasem moknąc, gniotąc sobie kości, wiercąc się by znaleźć jakąkolwiek wygodną pozycję, gdy przechył bezlitośnie wciska nas w burtę albo brutalnie eksmituje z koi? Po co szarpiemy się w kuchniach wielkości budek wartownika, zmywamy w zlewach wielkości garnka, próbujemy upichcić jakąkolwiek ciepłą strawę, gdy za moment i tak oddamy hołd Neptunowi? Za jakie grzechy mokniemy i marzniemy w bezruchu godzinami pilnując kursu? Po co stawiamy, refujemy i zrzucamy żagle często kończąc te zabawy ich mozolnym szyciem, skoro można postawić jakiś mały żagielek i w końcu gdzieś tam się dopłynie, o silniku nie wspominając?

Tubylec z głębi lądu słysząc o takich atrakcjach uznałby nas za niespełna rozumu, a nakłaniających do uprawiania takiej aktywności posądziłby o sadyzm. Przecież nawet więzienne cele oferują lepsze warunki. Że też Unia Europejska pozwala na takie ekscesy! Przybysz z obcej planety badający nasze zwyczaje szukając w encyklopedii hasła "żeglarstwo" dowie się, że uprawia się je dla sportu, turystyki i rekreacji. Idąc tym tropem sport to rywalizacja i współzawodnictwo. To chyba chodzi o regaty. Zły trop. Idźmy dalej:

turystyka. To wszelkie formy zmiany miejsca pobytu. To chyba też nie o to chodzi, bo to najwolniejszy środek transportu. Dalej: rekreacja to wszelkie formy działalności uprawiane dla odpoczynku, rozrywki i rozwoju. Odpoczynek? Gdzie tam. Tu chyba chodzi o motorowodniaków. Rozrywka - też nie, to wycieczkowce. Rozwój.... hmmmm...? Być może to jest to.

Co więc żeglarstwo w nas rozwija? W czym jesteśmy lepsi po powrocie z rejsu, pominąwszy opaleniznę, odjąwszy nabytą wiedzę z zakresu nawigacji, meteorologii, żeglowania, wyzuwszy się ze wspomnień odwiedzonych portów? Jesteśmy lepsi o ostatni promyk słońca podczas zachodu, o odbicie księżyca w morskiej toni, o pierwszy promyk słońca nowego dnia. O pierwszy krok na kei po wielogodzinnej, sztormowej żegludze. Rejs rozwinął w nas pozamaterialne postrzeganie świata. Kuchenny taboret, w swym prostym kształcie zyskał niewymowną stabilność i bezkresne siedzisko. Powyginany kawałek blachy zwany wanną stał się wynalazkiem cywilizacji na równi z maszyną parową, a pół kubka letniej kawy z fusami to napój mogący konkurować z ambrozją.

Wreszcie twarz ukochanej, wpierw ledwo dostrzegalna na kei, potem coraz wyraźniejsza, zdecydowanie piękniejsza niż przywoływana z pamięci przez całe długie godziny ostatniej wachty.

Ale nie mówmy tego znajomym. Niewygody kaftana bezpieczeństwa nie dają takich wrażeń, jak niewygody żeglarstwa. Dopóki nie uwiecznimy wietrzności, póki ze szczurami lądowymi rozmowa o żeglarstwie będzie jak ze ślepym o kolorach, póty żeglarstwo będzie miało to coś, czego opisać i uwiecznić się nie da i dalej będziemy po to wypływać.